czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 3 Bezbronny, mały Prosiaczek.



Rozdział 3


- ,, Nie zostało nic więcej do stracenia. Słychać głos w powietrzu mówiący "Nie oglądaj się za siebie, nie masz gdzie". Ten głos zawsze tam jest.’’


- ,,Oh, nie słyszysz mojego płaczu. Zobacz, jak moje marzenia umierają. W tym miejscu w którym stoisz. Samotnie. Jest tutaj tak cicho, I jest mi tak zimno,Ten dom dłużej nie pozostanie moim domem’’.


20 Kwietnia 2015 roku.

Przez okna od jego pokoju, przedzierał się delikatny choć nie widoczny promień słońca, dzisiejszy dzień zapowiadał się naprawdę pięknie, za oknem można było usłyszeć śpiew ptaków odgłosy roześmianych dzieci, nastolatków a nawet dorosłych wracających ze szkoły bądź też pracy on jednak nie mógł tego dostrzec gdyż wzgląd na świat ograniczały mu długie niemalże do ziemi opuszczone rolety które sam spuścił gdy tylko się obudził.
Nadal był jeszcze w piżamie, a jedzenie które przygotowała mu mama rano wychodząc do pracy zostało nietknięte, nie wziął ani kęsa gdyż w ogóle nie odczuwał głodu, nie czuł po prostu już niczego i było mu naprawdę wszystko jedno czy coś je czy też nie.
Wczoraj, słyszał jak mama rozmawiała z jego nauczycielką przez telefon, po jej głosie i po tym co mówiła można było wywnioskować że jest załamana jego stanem i tym że cały czas siedzi w zamknięciu, ale nawet się tym nie przejął jak niczym innym, słyszał też jak wspomina coś o psychologu w najbliższą środę, potrząsnął przecząco głową sam przed sobą, ani mu się śni tam iść, nie ma zamiaru z jakąś obcą kobietą, czy też mężczyzną rozmawiać na temat swojego smutku po stracie ukochanej co ich to obchodzi? No właśnie, nic bo to nie jest ich sprawa jakby tam poszedł, to pogadali by mu trochę coś w stylu ,, masz się trzymać’’, ,, musisz iść dalej’’, i to wszystko po prostu odbębnili by swoją robotę to wszystko.
Westchnął, spoglądając w stronę jedzenia, które przez czas w którym leżało na talerzu zrobiło się naprawdę nieapetyczne.
‘’ Malutka, powiedz mi proszę, czy kiedyś będzie lepiej? Czy przestanę czuć ten smutek? Boże Courtney, ja tego nie zniosę rozumiesz? Nie zniosę’’.
Powiedział, sam do siebie, po czym spojrzał na ich wspólne zdjęcie wiszące na korkowej tablicy, na ścianie, przy biurku, odwrócił swój wzrok w bok, długie, ciemne włosy zasypały całą jego jasną poduszkę, a uśmiech sprawił że on sam zaczął się uśmiechać’’.
‘’ Wiem, porozmawiajmy, Kochanie proszę chodź tu do mnie, słyszysz chodź Ross’’.
Jej dłoń wysunęła się na wysokości jego dłoni, jednak ten nie chwycił jej tylko po prostu zamknął oczy.
,, Uspokój, się, przestań wariować co Ty masz w tym swoim mózgu’’.
Powiedział, znowu sam do siebie, po czym nagle usłyszał dzwonek do drzwi, otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju, nikogo w nim nie było,  nie było jej, po chwili usłyszał jak drzwi otwierają się nawet się nie ruszył jedyne co to usiadł na łóżku wpatrując się w drzwi od swojego pokoju wyczekująco.

20 Października 2014 roku.

Na ulicy było głucho, i ciemno jedynie lampy uliczne dodawały blasku tej strasznej nieznanej nocy, westchnął.
Pewnie dostanie burę w domu, było dobrze po 23 a on wracał dopiero do domu prawie w środku tygodnia, dlaczego mama nie może go zrozumieć, przecież był z Courtney szedł co chwila spoglądając w telefon.
‘’ Przepraszam, to moja wina, mama pewnie będzie na Ciebie zła, nie lubi mnie wiem o tym, tak bardzo chciałam spędzić z Tobą tę noc, Twoje ciało jest takie piękne, Boże trafił mi się anioł’’.
Po przeczytaniu wiadomości od Courtney, mimo, odrobinę zepsutego humoru jego kąciki ust mimowolnie się uniosły składając się na przyjemny uśmiech.
‘’ Nie, to, nie Twoja wina wiem ja też i proszę nie mów tak to Ty jesteś piękna, najpiękniejsza jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką znam, i uwielbiam każdy najmniejszy kawałem Twojego ciała Księżniczko moja’’.

- Ale to szaleństwo, nie, nie róbmy tego.
Głos, Laury, wyraźnie drżał i był pełen obaw.
- Posłuchaj, to, pomoże zrobi się zadyma on będzie miał urazę i przez to zerwie z Courtney, w ogóle to oni są razem czy jak?
Powiedziała, pytająco Rydel wpatrując się znacząco na Laurę obok nich stał Riker oblizujący swoje usta jak po najsmaczniejszym lodzie.
- Nie, wie, chyba może Ross prawie z nikim nie rozmawia nienawidzę tej szma*y.
Powiedziała i aż z nerwów zacisnęła swoje drobne dłonie w pięści, nigdy nie spodziewała się że potrafi być tak zawistna i tak zazdrosna.
- Dlatego, musimy, ją wyeliminować.
Powiedziała znacząco Rydel, po czym kiwnęła na Rikera, który ruszył ciemną, oświetloną jedynie ulicznymi lampkami ulicą.
- Czekaj, nie.
Wyrwała Laura, jednak ten jej już nie usłyszał, był zbyt daleko.
- Będzie, dobrze.
Rydel, położyła, dłoń na ramieniu dziewczyny i poklepała je, Laura nie była przekonana co do tego pomysłu, chciała wyeliminować Courtney, ale nie kosztem Rossa, westchnęła bezgłośnie stojąc w miejscu, nawet nie drgnęła.

,, Jesteś, moim, aniołkiem, i nie zaprzeczaj jesteś cudowny, jesteś jedynym powodem dla którego w ogóle wstaję rano, bez myśli jaka to jestem beznadziejna, kochanie jesteś dla mnie wszystkim, jesteś wszystkim co mam i chcę już zawsze być z Tobą rozumiesz’’.
Ross, nie potrafił nie iść, z radością Courtney, była taka kochana, szczera i prawdziwa w tym uczuciu on sam chciał byś z nią już zawsze nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuł.
‘’ Będę, już zawsze z Tobą, obiecuję Myszko’’.
Wysłał, po czym po chwili, poczuł  czyjeś kroki za sobą, wcześniej ich nie było, albo po prostu ich nie usłyszał bo był tak rozmarzony i zamyślony, na wiadomości od Courtney, nie obejrzał się za siebie, tylko przyśpieszył i szedł dalej, z nadzieją że owe kroki ucichną, jednak było wręcz przeciwnie czuł jak przyśpieszają wraz z przyśpieszeniem jego kroków, ale po co? Czy ktoś go śledzi? Nie, to nie, możliwe, może był po prostu już tak, zmęczony że to mu się zdawało, skręcił w prawo jednak kroki cały czas były słyszalne, ten skrót którym szedł teraz prowadził jedynie do jego domu, no i jeszcze do tego małego sklepiku na rogu ale po co ktoś miałby iść do zamkniętego sklepu tak późno w nocy, zaniepokoił się.
Odliczał, kroki, były takie równe, czuł przypływe nerwów i stresu ogarniający całe jego ciało, przez co ciężej oddychał i bardziej zwalniał.
- Stój.
Usłyszał jednak, głos wydawał mu się być znany, odwrócił się to był Riker  Ross odetchnął z ulgą.
- Riker? Co Ty się tak skradasz, niezłego, pietra mi narobiłeś co tak łazisz sam po nocy?
Ross posłał mu przyjemny uśmiech, Riker go wręcz  uwielbiał, był taki słodki i niewinny, przysunął się.
- Riker co Ty?
Powiedział Ross i zmarszczył delikatnie, swoje brwi na co ten bez owijania w bawełnę chciał przejść do rzeczy, złapał Rossa za dłoń tak mocno że chłopak wręcz uderzył o ścianę.
Początkowo, myślał o jakiś podchodach, ale po co nie miał na to zupełnie czasu.
- Riker, co Ty wyprawiasz, puszczaj mnie.
Ton głosu Rossa wyraźnie, zaczął się unosić, ale on na to nawet nie zareagował, chciał się po prostu w niego wbić tak teraz i tutaj, bez zbędnego tłumaczenia, zwłaszcza gdy dostał na to pozwolenie, może nie od samego zainteresowanego, ale dostał szarpnął go i odwrócił przodem do ściany.
- Cicho, bądź, to potrwa tylko chwilkę obiecuję.
Riker gwałtownie rozpiął swój rozporek a Ross, sprzedał u uderzenie w brzuch jednak chłopak nawet nie drgnął jakby był zrobiony ze stali, sprzedawał mu zbędne uderzenia raz po razie, Riker zaczął odchylać jego spodnie, Ross wrzasnął przeraźliwie, z spodni wypadł mu telefon.

Nie mogła wytrzymać, wybiegła w miejsce, zostawiając Rydel mimo próśb i błagań, w tyle przecież ten pomysł był chory, przecież to jest podłe, co ona zrobiła na co ona się zgodziła.

Słysząc, te, krzyki i uderzenia, jakieś nie wiadomo, jakie prawie umarła zmroziło jej krew w żyłach zarzuciła na nogi buty i kurtkę po drodze wybiegła, nie potrafiła biegać szybko i mimo że czuła ból brzucha, i zasychało i bolało jej w gardle biegła ile sił przez ciemną ulicę, rozglądając się skręciła w prawo, czuła ucisk i ból w sercu.

Może, umarł chyba był już blisko, bo brakowało mu tchu, i siły trząsł się jak małe niewinne dziecko, wpatrując się w niebo pełne gwiazd, mimo to dalej krzyczał, krzyczał tak przeraźliwie i głośno mimo że był już bezpieczny.
- Kochanie, Ross, maleństwo, moje jestem tu.
Czuła jak się trzęsie i jak wzdryga, nie mogąc złapać powietrza, sama ona nie mogła oddychać, a jej oczy były całe zalane łzami.
- C.., Courtney.
Powiedział, dukając, przycisnął ją mocno, nie kontaktował.
Riker natomiast uciekł, choć tak naprawdę, nic jeszcze nie zdążył zrobić, przerażenie Rossa go sparaliżowało do tego stopnia że miał poczucie winy, chłopak stracił przytomność, a ten po prostu spanikował, ale przynajmniej przez sekundę miał jego ciało na wyłączność, przez sekundę on był jego i tylko jego, tak przez sekundę i tego się powinien trzymać i na tym poprzestać.
Laura była zdumiona, niemość że przyczyniła się dp czegoś strasznego, z czego, sobie wcześniej nie zdawała nawet sprawy, to jeszcze nic to nie dało, Ross był w objęciach Courtney, oboje byli tak blisko siebie, miała ochotę sięgnąć za ten kamień leżący na chodniku, i rzucić jej nim w głowę, jednak po chwili  na nią  rzuciła się Rydel, na co ta jedynie powiedziała co strasznego chciały zrobić, i jak głupie były, po czym obydwie zniknęły za murem.

Gładziła, go po głowie, wpatrując się w niego niczym w najpiękniejszy obraz świata.
- Cieszę, się że Twoja mama, nie jest na mnie wściekła, ale powinieneś powiedzieć prawdę.
Powiedziała stanowczo, zawsze taka była jeśli chodziło o niego.
- Myszko, cichutko, to nie ważne nic się nie stało, nie wracajmy do tego, dobrze?
Courtney jedynie, przytaknęła po czym pocałowała czule jego policzek i pogładziła go a potem czuwała przy nim, całą noc, czuwała nad swoim, małym Skarbem, który przez swoje piękno, i przez swój ideał sam stwarza sobie tym zagrożenie, dla własnego życia, i bezpieczeństwa.

20 Kwietnia 2015 roku.

- Dlaczego, nie, otwierasz?
Głos Caluma, był, wyraźnie oburzony jednak widząc zupełny brak obecności Rossa w rzeczywistym świecie jedynie uśmiechnął się blado, po czym spojrzał na niego i postawił na jego kolanach małą torebeczkę.
- Nie, mam, dziś urodzin.., nie ma jeszcze grudnia prawda?
Powiedział, Ross, bez przekonania na co Calum pokręcił przecząco głową.
- Nie, nie ma.., ale pomyślałem, że przyda Ci się Twój stary, przyjaciel no sprawdź co to.
Powiedział, Calum, na co Ross bez większych emocji, neutralnie włożył swoją dłoń do wnętra torebki, i wyczuł w niej coś miękkiego, chwycił za to i wyciągnął.
Był, to mały, różowy Prosiaczek, ulubiona pluszowa zabawka Rossa z dzieciństwa chłopak dzięki niej poznał Caluma swojego najlepszego przyjaciela, to on mu ją podarował kiedyś, i dzięki temu się zaprzyjaźnili, i potem już każdy czas spędzali razem.
- Wiem, nie, ten sam bo tamtego oddałeś, ale pomyślałem.
Calum zawahał się spoglądając uważnie na Rossa.
- Pamiętam.
Powiedział, chłopak, i zaśmiał się cichutko ledwo słyszalnie po czym zmarszczył swoje brwi by powstrzymać łzy schował twarz w dłoniach  gryząc swój język mocno, kilka razy.
- Ross…, ej wiesz że przy mnie, nie musisz udawać no już, płacz jeśli tego właśnie potrzebujesz, nie ukrywaj swoich emocji, przede mną, i w ogóle nigdy ich nie ukrywaj.
Powiedział, siadając, przy nim i biorąc małego, pluszowego Prosiaczka w swoją dłoń pokręcił jego główką na boki.
- Ejj.., a dlacego, płaczesz, może pójdziemy się razem pobawić, i ulepimy zamek z piasku.
Powiedział, dziecinnym, tonem głosu podszywając się za Prosiaczka, na co Ross, westchnął, i przytaknął mechanicznie głową czując to nieprzyjemne drżenie swoich kącików, ust i brody.
- Tak.., ale powiedz mi.
Zaczął.
- Tak?
Rzekł Calum, nadal podszyty za Prosiaczka.
- Dlaczego, to, tak boli.., dlaczego strata bliskiej, mi osoby tak bardzo boli.., czy to kiedyś przestanie?
Na słowa Rossa, Calum dłonią prosiaczka pogładził go po policzku przytakując jego główką, po czym odłożył go na bok i przytulił mocno do siebie na co Ross, bezwładnie opadł w jego ramiona.
- Przestanie obiecuję, przestanie, niedługo.
Wyszeptał, mu, do ucha trzymając go mocno w swoich objęciach swoją dłonią pogładził po po włosach i po szyi z tyłu.
- Mój, malutki, bezbronny Prosiaczku, mój..

wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 2 ,, Romeo i Julia''.





Rozdział 2
 


- ,,Wiem, że nie zasługuję na to. Ale zostań ze mną choć na minutę, Obiecuję że będzie warto. Nie możesz mi wybaczyć? Chociaż na chwilę. Wiem, że to moja wina, Powinnam być bardziej ostrożna’’.

- ,,Lecz żaden smutek nie przeważy radości, którą niesie
krótka chwila spędzona przy niej''.


17 Kwietnia 2015 roku.

Czuł jakby coś w nim umarło, jakby zaczął nad nim grasować odór śmierci przenikający powoli z każdą chwilą w każdy najmniejszy zakamarek jego ciała wnikający aż do szpiku kości.
Trzasnął drzwiami od swojego pokoju, zupełnie nie zwracając uwagi na bełkot mamy dobiegający jeszcze z przedpokoju, zrzucił swój plecak i kopnął go w kąt.
Czuł się okropnie, jak jakiś odmieniec westchnął błądząc wzrokiem po pokoju jakby czegoś w nim szukał, jednak wiedział bardzo dobrze że nie znajdzie niczego prócz czterech pustych ścian, pierwszy raz to miejsce wydawało mu się tak obce  kiedyś wydawało mu się być najlepszym miejscem na świecie azylem w którym mógł spędzić całe swoje życie.
Schował twarz w dłoniach, zawsze to robił gdy czuł że trzęsie mu się podbródek nienawidził tego już jako małe dziecko się tego wstydził, dobrze pamiętał że kiedyś gdy  upadł jadąc na rowerze tak bardzo chciało mu się płakać i wtedy gryzł się mocno w język by zapomnieć o tym bólu sprawionym przez upadek, jednak teraz to nie działało.
Mógł się gryźć w niego godzinami, mógł go sobie poparzyć jednak to było na nic, strata Courtney nie mogła się równać z jakimś tam głupim upadkiem na rowerze.
Podszedł do biurka marszcząc delikatnie swoje brwi, dopiero teraz dostrzegł że na biurku leży jakaś kartka której zdecydowanie, nie było wcześniej gdy wychodził do szkoły, a co go jeszcze bardziej zdziwiło to fakt iż jego zdjęcie z Courtney które miał na swojej korkowej tablicy zaraz obok plakatu Collie z popularnego serialu ,, The Fosters’’, leżało tuż obok.
Wziął zdjęcie w dłoń jednak nie mógł na niego patrzeć zbyt długo gdyż rozmazany obraz spowodowany napływem niechcianych łez utrudniał mu widzenie, przywiesił zdjęcie z powrotem, a potem zabrał się za kartkę, po jej przeczytaniu czuł ciarki na całym swoim ciele.
Przymknął delikatnie swoje oczy, znowu ten obraz siedzącej delikatnie uśmiechniętej Courtney, jego oddech zaczął świrować.
‘’ Przestań, wyobraźnio przestań !’’, wrzasnął na głos zaciskając dłonie w pięści jednocześnie zgniatając trzymaną cały czas w dłoni białą kartkę, potem szybkim ruchem wycelował ją prosto do mieszczącego się w rogu blisko drzwi od jego pokoju śmietnika.
Wstał, chciał wyjść z domu bo czuł że brakuje mu powietrza, jednak zamiast tego w ułamku sekundy padł na łóżko, jakoś tak nagle zachciało mu się spać i poddał się temu, wolał wszystko, byleby nie ta ciągła myśl sprawiająca że pękało mu serce.


30 Września 2014 roku.

- Co Ty z nią masz?
Głos Caluma był wyraźnie oburzony i podenerwowany chłopak zmarszczył brwi w ten swój charakterystyczny sposób, zawsze miał taki odruch gdy czuł się zakłopotany, w obecności Rossa co zdarzało mu się bardzo często, pomimo że byli przyjaciółmi od dziecka, znali się od czwartego roku życia, nie zawsze czuł zakłopotania, czy stres to przyszło z czasem gdy zaczęli dorastać z początku Calum nie miał pojęcia co jest tego powodem, jednak w końcu to odkrył ale nie chciałby by to również odkrył Ross, pomimo że nie mieli nigdy przed sobą tajemnic ten fakt musiał pozostać nie odkryty.
- No, przecież nic po prostu chcę z nią usiąść wspólnie w ławce, co w tym złego?
Ross, był wyraźnie znudzony rozmową z kolegą, kątem oka spojrzał w stronę Courtney która zajęła już miejsce obok Rossa, które wcześniej, należało do Caluma.
- Ale, to ze mną siedzisz, od zawsze.
Odrzekł rudzielec z żalem w swoim głosie niczym małe dziecko któremu zabrało się jego ukochanego pluszowego misia.
- Jutro znowu z Tobą usiądę daj spokój.
Machnął Ross i usiadł obok zmieszanej i delikatnie przestraszonej tą całą sytuacją Courtney.
Dziewczyna, czuła się nie chciana wśród towarzystwa, a raczej wiedziała że jest niechciana, przyjaciele Rossa jej nie akceptowali jak i większość osób, z jej otoczenia nigdy nie należała do osób lubianych zawsze była małą cichą myszką wijącą się po kątach.
- M.., mogę się przesiąść.
Wydukała, na co Ross pokręcił przecząco głową.
- Zostań, jest w porządku.
Odetchnęła mimo że wiedziała iż nie jest to prawda bo jego przyjaciel obraził się, jednak on potrafił sprawić że się uspokajała i nie czuła winna faktu że w ogóle istnieje, i zabiera innym bardziej ważnym ludziom tlen.
- Dzisiaj poruszymy, bardzo burzliwy temat, a mianowicie temat miłości, oddania, niewiedzy, smutku, dramatu czyli  zaczniemy omawiać waszą obecną lekturę czyli ,, Romeo i Julia’’, moi drodzy.
Rozbrzmiał się głos nauczycielki, Courtney spojrzała w jej kierunku, jednak na sobie cały czas czuła wzrok Rossa, to było takie przyjemne a zarazem straszne bała się że gdy będzie się na nią tak dłużej patrzył to uzna ją za brzydotę i ucieknie ze śmiechem, westchnęła.
- Chciałabym, aby każdy z was dobrał się w pary i z tej okazji przygotował wspólnie krótką scenkę na temat współczesnej miłości, w oparciu o Romea i Julię, liczą się emocje, charakteryzacja, wystrój, tekst i każdy najmniejszy szczegół.
Po tych słowach w stronę Rossa odwróciła się Laura i szeptem zaczęła go prosić a raczej zatwierdzać że to on będzie z nią w parze.
- Wiecie, już, z kim będziecie czy ja mam zacząć przydzielać?
Zapytała nauczycielka, na co Courtney zaczęła wodzić wzrokiem po ścianach i w kierunku okna, bała się stawać na środku i odpowiadać przed całą klasą, bała się że ją wyśmieją, i tak się już z niej śmieli.
- Ja, będę z Rossem proszę Pani.
Powiedziała Laura twierdząco na co nauczycielka przytaknęła dając znać że się zgadza ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć przerwano jej.
- Emm.., ale przepraszam bo ja..
Ross się zawahał i spojrzał w kierunku Courtney, na co tej serce zabiło szybciej.
- Tak Ross?
Nauczycielka, spojrzała w jego kierunku.
- Bo, ja bym chciał być z.., bo ja bym chciał być z Courtney.
Nauczycielka uniosła delikatnie swoje ciemne brwi do góry, a Laura odwróciła się w ich stronę piorunując zabójczym wzrokiem Courtney.
- No dobrze Ross, ustalcie to między sobą, macie tak jak już wcześniej mówiłam tydzień na przygotowanie się.
Ross przytaknął nie spojrzał nawet na Laurę, tylko na Courtney i wyszeptał w jej kierunku.
- Czy zostaniesz moją Julią ma belle?
Na co czarnowłosa jedynie przytaknęła, poczuła się wzruszona, on wybrał ją jak to w ogóle możliwe?
Wiedziała, że to tylko praca szkolna, ale on wybrał ją on Ross wybrał ją, on jej Romeo.

17 Kwietnia 2015 roku.

Wiedziała, że przysparza mu wiele cierpienia i bólu tym co robi, ale po prostu  nie mogła przestać nie mogła nie potrafiła zniknąć, jej miłość do niego była tak silna że trzymała ją tutaj cały czas w tym samym miejscu, mimo że wiedziała iż nie powinna tu być.
Spojrzała, w jego kierunku, tak słodko sobie spał przysiadła bezgłośnie a brzegu łóżka i przesunęła swoją zimną, lodowatą wręcz dłonią po jego jasnych włosach, był taki ciepły, jego policzki były delikatnie zaróżowione chociaż twarz była smutna a po policzkach widać było że ciekły łzy bo pozostawiły po sobie delikatne smugi.
Gładziła go po włosach delikatnie się uśmiechając nachyliła się delikatnie nad jego uchem i wyszeptała cicho.
‘’ Bardzo Cię kocham mój malutki, wiem że teraz cierpisz, tak bardzo ja też teraz cierpię wiesz, tak bardzo.., tak bardzo chciałabym móc zabrać Cię ze sobą sprawić że znowu będziemy razem, tęsknie za Twoimi słodkimi pocałunkami, za Twoimi ramionami za naszymi wspólnymi planami. Pamiętasz? Obiecaliśmy sobie że jak skończymy 18 lat, jak Ty skończysz bo ja już przecież niedawno przed tym wszystkim miałam urodziny, obiecaliśmy sobie że, kupimy mały domek na to pracowaliśmy, na to zbierałam wszystkie swoje oszczędności, które pewnie teraz moi kochani rodzice przepiją.., tak bardzo mi przykro że nasze plany legły w gruzach, tak bardzo bym chciała byśmy teraz poszli razem w nasze miejsce, na łąkę usiedli na trawie lub w altanie, i żebyś mi znowu powiedział jak bardzo mnie kochasz,mój Skarbie, tak bardzo za tym tęsknię’’.
Powiedziała, nachylając, się nad nim pocałowała delikatnie jego policzek,  a łza z jej policzka skapnęła na jego przez co chłopak delikatnie się poruszył śpiąc i wzdrygnął po czym jednak pod wpływem jej przyjemnego gładzenia jego policzka ponownie się  ułożył i zasnął ale nie na długo bo po chwili rozległo się delikatne pukanie do drzwi, obudził się i rozejrzał dookoła było już szarawo w pokoju więc zapalił lampkę nocną.
- Proszę.
Powiedział, a w drzwiach stanęła Laura, uśmiechnęła się do niego i weszła do środka po czym usiadła obok na brzegu łóżka.
- Ja się czujesz?
Zapytała cicho wpatrując się w jego złamaną, zasmuconą twarz.
- Lepiej, naprawdę.
Wydukał na co ta nic nie powiedziała, tylko przytuliła go obejmując za szyję a potem kciukami delikatnie pogładziła jego policzki.


30 Września 2014 roku.

- Powinieneś z nim porozmawiać.
Powiedziała, stanowczo Rydel.
- Daj spokój.
Odpowiedział Calum.
- A idź, Ty.
Wydukała blondynka i wzruszyła obojętnie ramionami idąc wolno korytarzem kontem oka spojrzała na dwoje siedzących w rogu na ławce.
- Ona, go zniszczy.
Powiedziała, zdecydowanie i poważnie.
- I co mam zrobić?
Rydel idąc dalej powiedziała.
- Wyznaj mu co czujesz, zrobi się zamieszanie, i on zapomni dzięki temu o Courtney.
Rydel, była pewna swoich słów.
- Może i tak, ale stracę przyjaciela a tego nie chcę.
Westchnął Calum i również spojrzał w  ich stronę ze smutkiem, Ross był roześmiany, gryząc kawałek, jabłka wraz z Courtney, siedzieli razem niczym ,, Zakazana para zakochanych’’, przypominających współczesnych ,, Romeo i Julię’’.

17 Kwietnia 2015 roku.

Nie, chciała wypuszczać go ze swoich objęć, od zawsze kochała go przytulać choć wiedziała że on tak bardzo jak ona tego nie kochał ale czuła że mógłby do tego przywyknąć, a z czasem może nawet pokochać.
- Ross, nie bądź smutny,, jestem tutaj przy Tobie.
Powiedziała zdecydowanie Laura obejmując chłopaka o blond włosach i wpatrując się w jego oczy.
- Wiem, jesteś,, kochaną przyjaciółką, ale nie jesteś nią.
W\Westchnął odsuwając się, na co ta wcale nie miała zamiaru go puszczać.
- Ale, Cię uszczęśliwię, obiecuję.
Powiedziała.
- Nie, Laura, przestań.
Zaprotestował chcąc by go puściła po chwili z lampki nocnej wydobyły się dziwne iskierki, a po chwili ta zgasła, Laura się delikatnie przestraszyła bo nie lubiła ciemności, bała się jej.
- Ross.., jesteś tu?
Wyszeptała.
- Tak, jestem.
Odpowiedziała wstając z łóżka by zapalić świeczkę jednak po chwili lampka znów zaczęła się palić na co Laura się nieco zdziwiła a Ross nic nie powiedział, spojrzał w bok, jego zdjęcie z Courtney znowu leżało na biurku, wziął je w dłoń spojrzał przez chwilę.
- Kocham, tylko, Ciebie Księżniczko.
Wyszeptał i z powrotem przypiął zdjęcie, Laura zasmucona, i rozpłakana wyszła, Ross nawet jej nie zatrzymał, nie chciał tego teraz,  w pokoju, albo w jego sercu zrobiło się przyjemnie ciepło.

Kochani, pamiętajcie, komentując zachęcacie do dalszego pisania.
Laura. (Liv).