piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział 4 Latanie.
Kochani, zanim, rozdział to chciałam Was bardzo serdecznie i szczerze przeprosić, za tą przerwę.
Szkoła, a teraz przez tydzień byłam chora i nie miałam jak napisać rozdziału, przepraszam Was, wybaczcie mi.
Wasza.
Laura (Liv).
Rozdział 4.
,,Tęsknię za tobą Tęsknię za twoim uśmiechem I ciągle ronię łzy Co jakiś czas.. I mimo, że teraz jest inaczej Jakimś cudem ciągle tu jesteś. Moje serce nie pozwoli ci odejść. Musisz wiedzieć, że Tęsknię za tobą, Tęsknię za Tobą’’.
20 Kwietnia 2015 roku.
Trzymał go w ramionach, co robił już przez dłuższy czas bo spojrzał na zegarek, trzymał go już tak z dwadzieścia minut, jednak zupełnie mu to nie przeszkadzało wręcz przeciwnie uwielbiał to.
Chłopak, niewinnie opadł na niego niczym mały zagubiony chłopczyk, poczuł się jakby znowu mieli po cztery latka wtedy biegali razem i wtedy Ross upadł a on przytulił go tak mocno z całej swojej siły przytulał to małe, delikatne ciałko które było takie aż do dziś, no może jedynie trochę urósł ale to odrobinkę nie zmienił się zbytnio, od wtedy.
Cały, czas przypominał mu tego chłopaka, który siedział w piaskownicy i lepił babki, potem wziął pluszaczka Caluma którym był właśnie słodki, różowy Prosiaczek i bawili się razem, Ross był tak zakochany w małym prosiaczku że Calum w końcu po prostu mu go oddał, najzwyczajniej w świecie mu go oddał, do dziś pamiętał pomimo że byli wtedy jeszcze tacy mali, jak Ross się cieszył tego uśmiechu nic nie mogło zastąpić.
Chciałby, żeby to wszystko co było wcześniej zniknęło, żeby nigdy nie było Courtney, Calum jej nie lubił, Ross spędzał z nią cały swój czas a dla przyjaciela niestety Goo nie potrafił znaleźć.
Chciałby, także by nigdy, nie pojawiła się Laura ani Raini, które znali już od gimnazjum, wcześniej jednak byli sami tylko we dwoje był do tego przyzwyczajony, wtedy spędzali razem masę czasu, ciągle Calum nawet nieraz nie chodził na noc do domu tylko spał u Rossa, był jakby to powiedzieć częścią rodziny.
Chciałby, tak bardzo by tamte czasy wróciły, by znowu mogli poczuć się jak małe, niewinne dzieci.
W pewnym momencie, blondyn przerwał jego zamyślenia, i oderwał się od niego a Calum musiał z trudem się powstrzymać by ponownie go do siebie nie przyciągnąć, walczył z tym przez kilka dobrych chwil, choć jego twarz była przyjemna, kamienna, neutralna.
- Zajmę, Ci zaraz całe życie i jeszcze dodatkowo je ukrócę pozbawiając Cię oddechu.
Powiedział, Ross, po czym swoje ciemne, czekoladowe i wyraźnie delikatnie zaczerwienione oczy przeniósł na niego, jednak nie na długo.
- Kiedyś potrafiłem, Cię dłużej przytulać.
Stwierdził, stanowczo, Calum.
- Mieliśmy wtedy z pięć lat.
Powiedział Ross naciągając rękawy swojej bluzy na dłonie.
- 4.
Wtrącił Calum.
- A, no tak.
Zgodził się Ross, i uśmiechnął się delikatnie w stronę swojego przyjaciela, po czym jednak jego uśmiech znikł, i chłopak zaczął się bezcelowo, tępo przyglądać w okno, a dookoła przez parę chwil panowała głucha cisza, kiedyś ona była niedopuszczalna gdy byli razem.
- Chodźmy, na plac, zabaw.
Powiedział, po, dłuższej chwili ciszy Calum i spojrzał na Rossa.
- Co? Co Ty wygadujesz? Na jaki plac zabaw.
Powiedział, wybity, z swoich myśli.
- No, na ten co kiedyś, pamiętasz wiesz to niedaleko, chodźmy.
Rudzielec, był stanowczy, pociągnął Rossa za nadgarstek a ten niechętnie, wręcz niczym wyjęty z psiego gardła, podniósł się z łóżka i wolnym krokiem ruszył za nim.
30 Października 2014 roku.
- Wariatka.
Warknęła, pod nosem.
- Tak, masz, rację.
Przytaknęła Laura zgadzając się.
- Ale powinniśmy się cieszyć że przynajmniej tak się zakończyła poprzednia sprawa.., tylko wiesz to co teraz ja.
Laura zawiesiła głos.
- Wahasz się?
Rydel, zmierzyła, ją swoim wzrokiem.
- To się dzieje, daj spokój, lepiej idź zagadaj Rossa by zszedł na dół do salonu, nie może przegapić tego pięknego seansu, fotograficznego.
Powiedziała, Rydel, i zaśmiała się wręcz szyderczo.
- Już, idę a Gdzie Cort..
Laura, powiedziała, pytająco kierując się na dół w stronę kuchni gdzie siedział Ross w towarzystwie Rockiego, chłopaka z ich klasy.
Jednak, idąc, po niego czuła wręcz skurcz w żołądku, i to straszny, wiedziała że to nie z zatrucia, tylko ze, stresu i z wyrzutów sumienia które odczuwała przez to co robiła, choć karciła się za nie w myślach, bo uważała a raczej wmawiała sobie, że to co robi jest dobre.
Rydel, natomiast rozmawiała przez chwilę z Rikerem, śmiejąc się po czym kazała chłopakowi odsunąć się od drzwi i zeszła kierując się do salonu.
Poszedł, za Laurą, choć tak naprawdę nie miał ochoty niczego oglądać ale dziewczyna nalegała tłumacząc że to ważne, i że musi to zobaczyć, stanął wśród ludzi.
Salon był prawie, cały zatłoczony, westchnął, Rydel stanęła obok, i chwyciła go dość mocno za ramię, przez co poczuł się dziwnie i wręcz miał ochotę uciekać, nawet się cofnął w celu jak najszybszej próby ucieczki.
Odwrócił, się ale jednak gdy usłyszał, ogrom śmiechów mimowolnie odwrócił głowę, zdrętwiał cały, od stup do głów.
‘’ Courtney, daje dupy, każdemu’’.
Nie mógł oddychać, zaczął się dusić, i to na poważnie aż Laura odsunęła go z tłumu, czuła się okropnie szantażując Courtney choć tak naprawdę Rydel miała co do tego większy wkład, jednak mimo to to nie było w porządku, przestraszyła się widząc minę Rossa, tak przerażoną, jakby ktoś mu zdeptał serce żywcem.
Chłopak się trząsł, wszyscy się śmieli, śmieli się z jego małej, ślicznej księżniczki której ciało mogli teraz podziwiać wszyscy, to było straszne jak to się mogło stać?
Nie wierzył że zrobiła to z własnej woli, nagle przed oczami przemknęła.
Była roztrzęsiona, widział jak jakiś chłopak, lub dziewczyna było mu tak słabo że nie był w stanie tego określić, oblewa ją napojem.
Wybiegła z domu i zniknęła za rogiem, bez wahania pobiegł za nią, mimo że Laura trzymała go w tak mocnym kamiennym uścisku który wręcz utrudniał, mu oddech wyrwał się do niej.
20 Kwietnia 2015 roku.
- Usiądź, a ja Cię pohuśtam.
Głos Caluma brzmiał tak radośnie, jak małego przedszkolaka który pierwszy raz zderzył się z takim miejscem jak, plac zabaw i wydawał mu się on rajem na ziemi.
Ross, przysiadł niepewnie na huśtawce a już po chwili poczuł delikatny wiatr we włosach.
- A pamiętasz jak byliśmy mali? Zawsze chciałem Cię huśtać, zawsze wtedy tak głośno się śmiałeś, i wydawałeś się być taki szczęśliwy uwielbiałem patrzeć na Ciebie takiego.
Calum westchnął radośnie, na wspomnienia.
Ross, zawsze był jego takim małym słodkim bezbronnym cukiereczkiem, jeśli można to tak nazwać.
Calum, zawsze chciał go chronić, zawsze stawał w jego obronie, zawsze chciał być przy nim niezależnie od pory dnia czy nocy, uwielbiał te momenty gdy, spał u Rossa, jak byli mali i jak mieli z 14, czy 15 lat ostatni raz spał u niego w jego 16 urodziny potem Ross uznał że dorósł i zaczął uganiać się za panienkami, a Calum tak uwielbiał obserwować jak on śpi, i nienawidził gdy on odmawiał by Calum u niego został dla jakiejś dziewczyny, to było dla niego straszne, to był dla niego straszny cios.
- Ross, jesteś tam?
Caluma zaniepokoiła ta cisza, w prawdzie Ross tu był widział go, siedział obok ale kompletnie nic nie mówił, to było straszne.
- Jestem.., usiądź sobie obok pohuśtaj się też.., jestem już duży nie musisz mnie bujać.
Stwierdził blond, chłopak i czekał patrząc uważnie na Caluma aż ten usiądzie.
- A teraz.
Zaczął Ross, łapiąc mocniej za łańcuchhy huśtawki.
- Kto wyżej.
Rozpędził się i zaczął się huśtać aż do nieba, czuł się tak dobrze, było mu tak dobrze, czuł jakby jedną nogą stał na chmurce, Calum był daleko za nim.
Chłopak się zaśmiał cicho oglądając się za siebie na tego rudzielca.
Po czym z powrotem spojrzał przed siebie, było idealnie, nagle zobaczył przed sobą długie ciemne kosmyki, zmarszczył delikatnie swoje brwi i zmrużył swoje oczy, z długich, ciemnych włosów wyłoniła mu się bardzo dobrze znana twarz dziewczyny, była to Courtney, ale co ona tutaj robiła tak w powietrzu.
- Courtney, przestań!!
Zawołał głośno, Ross i przymknął swoje ciemne- czekoladowe oczy, jednak gdy je ponownie otworzył obraz wcale nie znikał, Courtney dalej tu była.
- Przestań!!
Powtórzył, i machnął nogą w powietrzu. jakby chciał ją kopnąć, za co potem sam się skarcił w swoich myślach.
Słyszał szmery, jakby chciała coś do niego powiedzieć, ale przez wiatr nic nie było słychać, zaczął fikać i się kręcić.
30 Października 2014 roku.
Słyszał głośny szkol, podbiegł do tego miejsca bardzo szybko.
Siedziała na ziemi, na szarym, brudnym chodniku na środku ulicy, nie widział jej twarzy bo całą zakryła swoimi długimi włosami, jednak wiedział że płakała, przysiadł obok, i mocno ją przytulił, tak się trzęsła.
- Myszko.., ciss.., ja wiem że to nie prawda, co się stało powiedz mi.
Powiedział, odgarniając jej długie kosmyki na boki.
- Nie, nie mogę bo oni mi Cię zabiorą.
Wycedziła, przez zęby głos, miała taki niestabilny i płaczliwy.
- Kto, jacy oni?
Ross, był zmartwiony, wyraźnie zmartwiony.
- Oni, mi Cię zabiorą.
Powtórzyła Courtney i zaczęła go tak mocno ściskać że wręcz wpijała, szaleńczo swoje, paznokcie w jego ciało.
- Kto, oni, Courtney, Myszko, Skarbie powiedz mi proszę.
Nalegał uparcie, i stanowczo musiał wiedzieć co się stało po prostu musiał.
- Oni, mi Cię zabiorą.
Znowu, to samo, nie wiedział co ma robić, uniósł ją go góry i mocno trzymając w swoich ramionach, na rękach zaczął powoli ją nieść.
Przyległa, do jego ciała bardzo się o nią martwił, zabił by tego co to zrobił.
30 Kwietnia 2015 roku.
Zaczął, tracić równowagę nie wiedział dlaczego jego dłonie nie mogły się utrzymać zrobiły się takie miękkie, a on sam przez chwilę poczuł się taki lekki, leciał naprawdę leciał to było takie cudowne uczucie, odetchnął ze spokojem, potem jednak poczuł przeszywający ból i ciemność.
Był sam, i nigdzie nie było Caluma, ani Courtney ani nikogo, było tak ciemno, nie widział nawet czubka własnego nosa.
Komentując, motywujecie, do dalszego pisania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz