Rozdział 1 Sopel Lodu.
Rozdział 1.
,,Czy Cię znalazłem, nielotny ptaszku,zawistny, płaczący? Czy zgubiłem Cię,głosie ameryki''.
17
kwietnia 2015 roku.
Przesunęła, swoimi, dłońmi po swoich dłoniach były normalne no tylko może
trochę zimne bez jego dotyku, czuła zimno jakby wewnątrz niej cały czas
panowała mroźna zima, mrożąca krew w żyłach przesunęła opuszkami palców po
brązowym drewnianym biurku na którym były książki jakieś jedzenie na talerzu
prawie nie ruszone, butelka z sokiem, wodą natomiast na ciemno zielonej ścianie
wisiała tablica korkowa na niej wisiały jakieś pozapisywane albo wyrwane z
gazet cytaty plakat jakiejś, aktorki czy też piosenkarki pamiętała że kiedyś
się o to kłócili, tak to głupie ale była zazdrosna o plakat dziewczyna na
plakacie była idealna, chyba była to jakaś aktorka bo na dole była strzałka a
na niej podpis ,, The Fosters’’, tak znała ten serial kilka razy go z nim
oglądała ale nie przypadł jej zbytnio do gustu, jednak było tam też coś co ją
ucieszyło ich wspólne zdjęcie, ona jak, zawsze wyszła średnio on natomiast
idealnie kochała ten jego uśmiech przy którym wręcz miękły jej kolana, może to
brzmi, banalnie ale tak było poza tym nie była jedyną osobą która tak uważała wszystkie
dziewczyny w szkole i wszyscy za nim szaleli bardzo dobrze pamięta tą jedną jak
jej tam, nie była pewna coś na L.., nie ważne, była jego przyjaciółką najlepszą
jednak widziała w jej oczach złość za każdym razem gdy brała w objęcia tego
uroczego blondyna, tamta wtedy piorunowała ją wzrokiem, on o niczym nie
wiedział, dopytywała go o to, jednak ona wyczuła to od razu miała rywalkę i
przez ten cały czas starała się być idealna myślała nawet o operacji
plastycznej chciała powiększyć sobie biust, chciała być idealna dla niego,
zawsze czuła się pod presją czuła stres że pewnego dnia obudzi się a on powie
że już jej nie chce w końcu kim ona była? Zwykła szarą dziewczyną,
problematyczną, jej rodzice ciągle pili, zawsze tak było ona chodziła w takich
ciuchach na jakie było ją samą stać czyli marnych, jednak on nie zwracał na to
uwagi kochał, ją a ona jego, a teraz, teraz to wszystko zniknęło wymknął się
jej przez palce, stała się dla niego niczym powietrze, łzy cisnęły się jej do
oczu i kapiąc niczym sople lodu, przypominały, że nie jest już częścią tego co
jeszcze nie dawno należało tylko do nie.
Stał, wpatrzony, w szarą ulicę widział mknące w dal auto czuł jak jego serce
bije szybciej a żołądek ściska go od środka i powodem nie było to że nic nie
jadł na śniadanie, poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu, wrzasnął nieświadomie
tak głośno że wydawałoby się iż było to słyszalne na drugim krańcu świata.
- Hej, co, się dzieje? Spokojnie to tylko ja.
Spojrzał na chłopaka który wyglądał jak małe przerażone dziecko które zgubiło
się w super markecie i boi się że nie znajdzie mamy.
- Hej, wiem, nic ja tylko...
Jego, ciemne, niczym czekolada spojrzenie znowu powędrowało w stronę ulicy.
- Jesteś pewien że chcesz iść dzisiaj do szkoły? Może zostań jeszcze trochę w
domu.
Zaproponował marszcząc swoje brązowo rude brwi.
- Nie, nie, nie mogę chcę iść rozumiesz choć.
Powiedział i wyruszył tak szybko jak torpeda.
20 września 2014.
- A więc 18stka jak się z tym czujesz?
Głos Caluma był wyraźnie podekscytowany.
- Ok., jest, ok.
Odparła blondynka z uśmiech na ustach po czym pośpiesznie dodała.
- A gdzie jest Ross? Widzieliście go?
Riker który dopijał sok z czerwonego plastikowego kubeczka pokręcił przecząco
głową.
- Chyba, poszedł, na zewnątrz albo coś nie jestem pewien.
Stwierdził Calum z zamyśleniem w oczach.
- A ze swoją NPNZ?
Rydel się zaśmiała a Calum zaprzeczył natychmiast.
- Nie, ona, go szukała właśnie też chyba wyszedł z tą nie pamiętam jak ona ma
na imię no ta w naszej klasie co zawsze siedzi z tyłu i do nikogo się nie
odzywa.
Riker aż zadławił się końcówką napoju oparty o stół.
- Żartujesz? Z tą Panną, biedny, jeszcze go zarazi tą swoją patologią może
naprawdę chodźmy go poszukać.
Stwierdziła Rydel a Rikier tym razem się odezwał.
- Ja lepiej nie.
Wydukał.
- Dlaczego?
Zapytała Rydel.
- Wiesz.., wypiłem, trochę więcej niż sam sok a pod wpływem alkoholu mógłbym na
przykład go liznać za uszkiem.
Zaśmiał się i na myśl o tym oblizał swoje usta na co Calumowi zaczęła pulsować
żyła na czole.
- Dobra, może, faktycznie to kiepski pomysł by Riker go szukał a Ty Calum nie
denerwuj się tak i idź go poszukaj, ja tu zostanę i go popilnuję.
Powiedziała i wskazała na Rikera.
- Sądzę, że, seksownie by wyglądał na go zawsze pachnie jak świeżo upieczone
ciasteczko.
Riker, wpatrywał, się w swój pusty kubeczek.
- O tym właśnie mówię muszę go pilnować, idź.
Popchnęła Caluma, a ten ruszył poprawiając swoją niebieską koszulę.
Usiadł obok, na dworze było już chłodno c odczuł na całym swoim ciele w końcu
miałna sobie tylko biała odrobinę
prześwitującą, luźną koszulę.
- Hej.., co tutaj tak siedzisz sama? Nie bawisz się dobrze?
Skierował swoje spojrzenie w stronę dziewczyny o długich ciemnych włosach, ta
natomiast, poczuła drżenie na całym swoim ciele i to nie z powodu zimna tylko
przez to że on się do niej odezwał, czasem go obserwowała na lekcjach był taki
idealny, piękny, czasem nawet marzyła o nim, otrząsnęła się.
‘’ No już odezwij się do niego chociaż spróbuj proszę chociaż raz pokaż że
jesteś silna no dawa’’, powiedziała sama do siebie w duchu, kątem oka
dostrzegła jak chłopak unosi się z awki pewnie uznał ją za wariatkę która nie
potrafi się nawet odezwać.
- Ja nigdy się dobrze nie bawię.
Wydukała, na, co ten odwrócił głowę i wrócił z powrotem na ławkę.
- Dlaczego?
Zapytał, spokojnym, tonem głosu.
- Przez.., moich, rodziców i całe moje życie ono jest tak bardzo do kitu.
Westchnęła, bała, się że on jej naprawdę zaraz ucieknie.
- Hej..,Courtney, nie pozwól by ktokolwiek miał wpływ na twoje życie ono jest
Twoje możesz w nim z nim robić co tylko zechcesz a już zdecydowanie możesz być
szczęśliwa.
Powiedział, a, ją zdziwił fakt że on znał jej imię nikt go nie znał, nikt jej
nie znał czuła się czasem jakby była niewidzialna.
- Łatwo, powiedzieć, jestem sama o rodzicach nawet nie wspomnę nigdy ich przy
mnie nie było nigdy nie miałam przyjaciół nigdy nie byłam tą lubianą rozumiesz?
Nigdy.
Westchnęła, po, czym poczuła że chce mówić dalej co ją naprawdę zdziwiło.
- A, Ty, jesteś taki idealny piękny każdy Cię lubi każdy chce się z Tobą
przyjaźnić, każda, dziewczyna chce się z Tobą spotykać masz dobrych kochanych
rodziców masz wszystko czego tylko sobie zapragniesz.
Zasłoniła twarz swoimi ciemnymi włosami, on przez chwilę nic nie mówił dookoła
panowała taka cisza że ona zaczęła się
zastanawiać czy on w ogóle tu jest.
- Courtney, spójrz, na mnie.
Wyszeptał spokojnie jednak ona się wahała, nagle jednak poczuła jak jego dłoń
unosi jej głowę do góry.
- Masz, wiele, zalet z których nawet nie zdajesz sobie sprawy, one są cały czas
w Tobie, musisz tylko w nie uwierzyć.
Patrzyła cały czas na niego nie potrafiła nic na to odpowiedzieć, jednak
poczuła nagle delikatny dotyk jego dłoni coś jakby dotyk słońca, jej dłonie
zawsze były takie zimne.
- No, ale, dość przynudzania mamy imprezę zamiast się tym cieszyć i bawić my
siedzimy tutaj i marźniemy może miast tego znajdziemy sobie lepszą rozrywkę na
przykład może.., zatańczymy?
Powiedział pytająco.
- Tak, to, dobry pomysł.
Opowiedziała a on wstał pociągając ją delikatni za sobą cały czas trzymał jej
dłoń wolny utwór leciał było to ,, Flightless bird,
American mouth’’, z bardzo dobrze znanej każdemu człowiekowi chodzącemu chyba
po tej ziemi sagi o wampirach i wilkołakach.
Objął, ją, w talii tak delikatnia a zarazem tak pewnie i przyjemnie stał przy
niej tak blisko objęła go dłońmi nieśmiało za szyję i splotła je ze sobą po
czym zaczęła się delikatnie poruszać wraz z nim w rytm powolnej, spokojniej
muzyki uwielbiała tą piosenkę była taka magiczna.
Słyszała, jak każdy zaczął coś szeptać na ich temat, no, dobra nie oszukujmy
się na jej temat ,, On z nią’’, ,, Fuu to obrzydliwe’’, .. Wygląda jakby
wyskoczyła ze śmietnika’’, ,, On powinien tańczyć ze mną’’ ,, On jest mój’’ ,,
Jaka z niej skończona dzi**a’’
Słysząc, to, wszystko, trochę posmutniała i spuściła swoje spojrzenie,
natomiast on ponownie je uniósł.
- Nie, słuchaj, to jest Twój wieczór i to Ty tutaj jesteś najpiękniejsza.
Spojrzała, na, niego uważnie wzruszyła się łzy szczęścia ciekły po jej
policzkach wtuliła się bardziej w jego ramiona.
- Ross..
- Tak?
- To, jest, nasz wieczór.
Powiedziała, szeptem, zdecydowanie.
- Tak, masz, rację to nasz wieczór tylko nasz.
Przytuliła się ponownie do niego.
To, był, jej, wieczór ich wieczór ona była dla niego piękna, najpiękniejsza,
choć, on i tak był najpiękniejszy był ideałem, którego los stworzył by mógł
uszczęśliwić taką szarą myszkę jaką była ona, on był jej tylko jej czuła się
naprawdę szczęśliwa.
17 kwietnia 2015 roku.
Wszedł, do, środka czuł na sobie wzrok ludzi a inni dobiegali do niego
zatroskani pytali jak się czuje wszyscy byli tacy mili nawet Ellington który z
początku ho nie lubił zazdrościł mu tej popularności i tego że każdy go tak
uwielbia i wielbi jednak Ross nawet tego
nie zauważał.
Zadzwonił, dzwonek przyszła nauczycielka jak i inni nauczyciele i wszyscy
zaczęli wchodzić do klas ostatnia jednak wbiegła zdyszana Laura, pamiętał jak
zawsze przed tym wszystkim chodzili razem do szkoły tylko inną drogą niż tą
którą chodził z Courtney, potem, podczas obecności Courtney zupełnie o niej
zapomniał spojrzał w jej kierunku był pewien że ta jest na niego zła na to
wszystko jednak okazało się że wręcz przeciwnie podbiegła do niego i na forum
całej klasy przytuliła go obejmując za szyję wyszeptała mu do ucha.
- Jak, tam, maleńki tęskniła wiesz bardzo mój Ty tygrysku.
Pogładziła go po jego blond włosach zawsze to robiła kiedyś on to bardzo lubił
jednak z czasem i o tym zapomniał, słowo ‘’ Tygrysek’’, jednak pamiętał bardzo
dobrze, ona go tak nazywała twierdziła że jest małym, skocznym, uroczym,
pięknym, tygryskiem.
Tak, narodziła, się ich paczka gdy jeszcze nie było Courtney.
Tygrysek, Rudzielec, Lusia, i Mufinka.
Mufinka, była, to przyjaciółka Laury która przez pewien okres czasu było to
chyba jeszcze w gimnazjum codziennie przynosiła do szkoły mufinki, z różnymi,
nadzieniami w środku dla wszystkich.
- A, żeby, poczekać na mnie to już nie łaska?
Wbiegła, zdyszana, jakby przebiegła maraton.
Laura, nawet nie zwróciła na nią uwagi cały czas mocno przytulała Rossa który
stał trochę sztywno dopiero nauczycielka
ich uspokoiła.
- Cieszymy, się, że Ross jest z nami ale bardzo chciałabym byście wszyscy
zajęli już swoje miejsca chciałabym rozpocząć lekcję, Ross, gdybyś czegoś
potrzebował to mów jeśli chodzi, o nadrobienie, zaległego materiału to jestem
pewna że dasz sobie radę, ale gdybyś chciał porozmawiać to wiedz że jestem tu
wszyscy jesteśmy masz wielu przyjaciół oni są tutaj z Tobą jestem pewna że
wszystko Ci się uda i będzie dobrze.
Powiedziała, nauczycielka, a Laura niechętnie puściła Rossa, po czym gdy
zapytała czy chce z nią usiąść zaprzeczył, mówiąc że umówił się że usiądzie z
Calumem na co ten spojrzał na Laurę z wyższością.
Ross, spojrzał, w kierunku swojego starego miejsca w ostatniej ławce po prawej
przy oknie gdzie najpierw siedział z Calumem, czasem z Laurą, czasem z Raini
potem cały czas z Courtney, patrzył na to miejsce po czym spuścił wzrok.
A gdy go uniósł z powroem na to miejsce, aż się, zatrzymał gwałtownie ona na
nim siedziała siedziała na nim Courtney i uśmiechała się do niego wyglądała tak
pięknie, z jego policzków zaczęły spływać łzy, z uśmiechem podszedł do niej.
- Courtney, jesteś, tu jak to, Courtney moja Courtney.
Ona natomiast nic nie odpowiedziała i wyciągnęła do niego delikatnie swoją
drobną dłoń.
- Bardzo, za, Tobą tęsknię Skarbie.
Wyszeptała a jej uśmiech powoli zaczyna znikać a po policzkach pociekły zimne
łzy.
- Jestem, tu.., Myszko.
Uśmiechnął się do niej.
- Wiem, nie, pozwól by ktoś nas rozdzielił nie pozwól by ktoś nas poróżnił
Kochanie.
Powiedziała, przysuwając, się, do niego po czym nagle ktoś klepnął go w ramię
niechętnie obejrzał się za siebie.
- Ross, co, Ty wyprawiasz, dobrze, się czujesz?
Zapytał Calum a cała klasa łącznie z nauczycielką patrzyli się na niego.
- Tak, to, Courtney ona tu jest jest tutaj wróciła Courtney.
Powiedział, z radością, w swoim głosie.
- Gdzie, Ross, nikogo tu nie m Courtney tu nie ma.
Powiedział, Calum, naprawdę zmartwiony zachowaniem swojego przyjaciela.
- Tutaj, siedzi, przecież.
Powiedział, Ross, i wrócił wzrokiem na krzesło na którym siedziała Courtney,
jednak, ono było puste poczuł jakby cały świat mu znowu rnął.
- Ale.., ale.. al.., była tu była siedziała tu mówiła do mnie ona tu była
Courtney tu była.
Zaczął, drżącym, głosem nie panował nad sobą cały się trząsł do niego podeszła
nauczycielka.
- Ross, spokojnie, chodź zadzwonię po Twoją mamę nie jesteś jeszcze gotowy na
szkołę.
Ross, wstał, niechętnie i poszedł z nauczycielką cała klasa patrzyła na niego
Laura aż zapłakała.
- Ona, tu, była.
Powiedział do nauczycielki.
- Wiem, Ross, wiem że za nią tęsknisz ale
nie ma jej tu.
Ruszyli, pustym, korytarzem, trwały lekcje.
Usiadła, z, powrotem przy tym samym biurku jego biurku była zła że im przerwano,
wzięła, kartkę która była pod biurku na półeczce obok różnych filmów, i potem
sięgnęła po długopis, nie chciała się tak łatwo poddać.
Wzięła, i, nachyliła się nad kartką pozwalając by jej zimne niczym sople lodu włosy
opadły na nią i napisała.
‘’ Tęsknię, za, Tobą tak bardzo Cię kocham Skarbie jesteś moim Słońcem, bez którego
po prostu zamarzam i zamieniam się w jeden wielki, zimny sopel lody’’.
Położyła, kartkę, na biurku i jeszcze przez parę chwil wpatrywała się w ich wspólne
zdjęcie i zdjęła je odkładając pinezkę po lewej stronie biurka po czym położyła
je blisko kartki, z uśmiechem, po czym wyjrzała przez okno słysząc dźwięk
parkującego auta, to Ross, z mamą.
Zniknęła.
Komentując, Kochani, zachęcacie do dalszego pisania.
Laura ( Liv).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz